na pograniczu

Ja nie mam pojęcia co oni robią i na czym polega medycyna niekonwencjonalna. Wiem tylko, że lekarze i klasyczne systemy zdrowia to zwykła ruletka i biznes tak samo jak niekonwencjonalne metody, które mogą czasami okazać większą skuteczność lub choćby mniejszą podatność na skutki uboczne. Jeśli jest inaczej to czekam na jakieś dane których nikt nie chce nigdy dostarczać. Kogo obchodzi efekt placebo skoro to działa, skoro ludzie czują się lepiej dzięki „magii” i innym trikom, a czują bo wracają i pocztą pantoflową roznoszą pozytywne opinie, to w czym problem?
Jak oficjalny głoś służby zdrowia, który ma na swoich rękach tyle trupów z powodu błędów i skutków ubocznych (wcale nie twierdzę, że umyślnych trupów ale to świadczy o skuteczności) może mówić, że ma „prawdę” po swojej stronie, a wszyscy niekonwencjonalni tylko szkodzą, skoro nie przedstawiają żadnych danych na ten temat?

Co rozumie Pan pod pojęciem „znachor” i jaki jest Pan stosunek do kolegów po fachu używających także (nie zamiast!)metod spoza oficjalnego wykazu terapii?
Co rozumie Pan pod pojęciem „medycyna alternatywna/niekonwencjonalna”? Czy nie jest tak, że wszelkie nowatorskie metody w medycynie – mniej więcej od 200 lat jej istnienia w nowoczesnym kształcie – były/są traktowane jako „niekonwencjonalne”? Bo ktoś, kto zaczyna uskuteczniać np. nowy typ operacji czy chemioterapii robi to w ciemno: żadne ciała, żadne fantomy i symulacje komputerowe nie są polem, gdzie można orzekać o skuteczności i bezpieczeństwie danego typu operacji czy leków. Notabene, chętnie przeczytam prace dowodzące np. potwierdzenia skuteczności mastectomii czy cholecystoctomii z podwójnie ślepą próbą

Wręcz przeciwnie z powierzchownych obserwacji można wyciągać wnioski, że konwencjonalna medycyna jest bardziej szkodliwa co pokazuje przykład Kuby. Aczkolwiek to nie jest teza tylko zwykła obserwacja laika, jak ktoś chce wmawiać, że jest inaczej i że ktoś szkodzi, to jakiś konkretny argument by się przydał. Ja z lekarzami mam same przykre doświadczenia, nie leczę się od 7 lat choć powinienem łykać leki dożywotnio. Czuje się idealnie, mam idealne wyniki, wbrew wszelkim prognozom i to się nazywa wiedza/prawda? Dla mnie to się nazywa ruletka lub szacowanie w ciemno prawdopodobieństwa.