Parabank

To zatrudnianie ludzi za darmo w obecnej, „wolnej” Polsce nie jest zgodne z literą oraz z duchem obowiązującego w niej prawa, ale ponieważ w Polsce rządzi dziś kapitał, to toleruje się w niej nawet najbardziej jaskrawe przypadki łamania praw pracowniczych. Niestety, ale Polacy sami sobie ten, z definicji niesprawiedliwy (jako iż oparty na wyzysku ludzi pracy) system kapitalizmu rynkowego wystrajkowali w latach 1989tych.
I zgoda, ze rekrutuje się dziś na pseudostudia ludzi, wiedząc doskonale, że o tych ‘studiach’ to nie znajdą ono pracy. Ale też zaczyna się o tym wreszcie pisać:
„Raz zdobytego studenta nie oddamy”
“Wbrew głosom pojawiającym się w mediach, tłumaczącym niski poziom studiów cechami osobowości nauczycieli akademickich, problem jest głębszy i ma charakter systemowy. Chroniczne niedofinansowanie uczelni sprzężone z zasadą łączącą wysokość dotacji z liczbą studentów sprawia, że władze uniwersytetów szukają oszczędności w zwiększaniu grup ćwiczeniowych. Na dobrych uniwersytetach ustala się górne limity wielkości grupy, co daje gwarancję aktywnego współuczestnictwa, na słabych – minima, co prowadzi do powstawania grup liczących 30 studentów. Jeśli mamy rywalizować z czołowymi uczelniami świata, musimy stworzyć warunki, w których praca w małych grupach nie będzie problemem finansowym dla uniwersytetu.
Z drugiej strony podstawą zatrudnienia uczonych są godziny dydaktyczne (pensum) – konsekwencją likwidacji zajęć z powodu braku minimum uczestników może być likwidacja etatu naukowo-dydaktycznego.
Zasady te prowadzą do systemowej patologii, którą dodatkowo pogłębia niż demograficzny oraz pogorszenie się klimatu wokół humanistyki. Nie walczymy już o najlepszych maturzystów, walczymy o każdego, kto zapisze się na nasze zajęcia, nawet gdy będzie to maturzysta z oceną dopuszczającą. Raz zdobytego studenta nie oddamy, wszak od niego zależy nasze przeżycie. Nierzadko instytuty wywierają nacisk na pracowników, aby nie byli zbyt wymagający, bo grozi to utratą źródła finansowania. Aby ratować kursy, zachęca się doktorantów do zapisywania się na zajęcia niższych stopni studiów. Podstawą rozliczenia jest lista w Uniwersyteckim Systemie Obsługi Studiów, nawet jeśli będą to martwe dusze, pozwolą na przetrwanie do końca semestru.”
“Parabanki a parauczelnie”
Zła opinia wokół humanistyki wynika nie tylko z przesądów. Już w latach 90. ideologia neoliberalna sprawiła, że nauczanie na poziomie wyższym uznano za domenę wolnego rynku. Wszędzie powstawały prywatne szkoły wyższe lub filie uniwersytetów publicznych, parauniwersytety, które żerowały na biedniejszych warstwach społecznych pozbawionych możliwości rozpoczęcia studiów w dużych ośrodkach akademickich.
Nowy styl nie był wyłącznie domeną szkół prywatnych. Studia zaoczne, wymuszane przez rozwiązania finansowe, masowo rozdają płatne dyplomy za minimalną cenę pracy studenta. Na jaką sferę życia by nie spojrzeć okazuje się, że za tej znienawidzonej komuny było jednak lepiej, rozsądniej ,mądrzej, bezpieczniej itd…Po co było ją więc obalać? A nawiązując do artykułu-uczelnie produkują matołów ale za to z jakimi aspiracjami i oczekiwaniami wchodzą na rynek pracy! No bo w końcu mają wyższe wykształcenie! Nie żal mi ich-zamiast tracić czas na „chodzenie” na studia trzeba było nauczyć się kłaść glazurę albo murować. No ale wtedy byli by pogardzanymi robolami a nie magistrami na bezrobociu.
W przypadku parabanków państwo ostrzegało naiwnych klientów, a nawet wprowadziło odpowiednie regulacje prawne, w przypadku parauniwersytetów proceder trwa już dwa dziesięciolecia, a państwo go wspiera, ponieważ wpisuje się w logikę systemu. Poprawia statystyki wykształcenia, nie bacząc na jego inflację.